Co zmieniło się w moim życiu, gdy przestałam liczyć kalorie?
Liczenie kalorii może być przydatne w odchudzaniu, ale również może doprowadzić do niezdrowej relacji z jedzeniem. Ja przerobiłam dwa scenariusze. Początkowo liczenie kalorii miało być dla mnie źródłem informacji o tym, ile poszczególne produkty ich mają. Potem liczyłam wszystko, co lądowało na talerzu. Nie dla każdego będzie to dobre rozwiązanie, dlatego chcę Ci przedstawić dwa punkty widzenia, wraz z wszystkimi ich wadami i zaletami. Mam nadzieję, że będzie to pomocne w odchudzaniu czy utrzymaniu tej samej masy ciała.
Liczenie kalorii może pomóc w redukcji masy ciała, szczególnie na początku zmiany, kiedy uczysz się wielkości porcji i kaloryczności produktów. Jednak u części osób prowadzi do nadmiernej kontroli, napięcia i obsesji na punkcie jedzenia. Nie jest konieczne, aby schudnąć – trwałe efekty częściej daje budowanie nawyków i większa świadomość sygnałów głodu oraz sytości.
Spis treści
Jak to się zaczęło – moja historia z liczeniem kalorii
Liczenie kalorii wciągnęło mnie bez opamiętania
Moment przełomu – gdy zdałam sobie sprawę, że to szaleństwo
Decyzja o zmianie – strach przed nieznanym
Pierwsze tygodnie bez liczenia – chaos i rewolucja umysłu
Co się zmieniło, gdy przestałam liczyć kalorie?
Najtrudniejsze momenty – powrót obsesji i społeczna presja
Podsumowanie – moja droga do wolności i przesłanie do Ciebie
Jak to się zaczęło – moja historia z liczeniem kalorii
Historia z liczeniem kalorii ma przeszło 20 lat. W liceum był jej początek. To były czasy, kiedy nie było aplikacji, które to ułatwiają. Wszystkie kalorie trzeba było wpisywać do obszernych kalkulatorów dostępnych na niewielu stronach internetowych. To było uciążliwe, ale pomocne. Niestety też moja świadomość żywieniowa była wtedy na całkiem innym poziomie niż dzisiaj.
To były czasy, kiedy panował kult bardzo szczupłego ciała. Każda dziewczyna chciała wyglądać jak modelka. Pomysły na posiłki czerpałam z gazet mojej mamy. Były to typowe poradniki dla pań domu. Jaka to była skarbnica wiedzy 🙂 Diety 1200 kcal, dieta kapuściana, eliminowanie cukru, pieczywa, owoców, kolacji, śniadań, wszystkiego. Co miesiąc pojawiał się nowy sposób na osiągnięcie idealnej sylwetki, a to były czasy, gdzie niewiele kobiet miało nadwagę, a co dopiero otyłość.
Jako nastolatka dołączyłam do batalii o szczupłą sylwetkę, z całkiem niezłym rezultatem. Przy 171 cm wzrostu ważyłam 47-52 kg. I nie, to nie była sylwetka sportowa. To był tzw. skinny fat, czyli wyglądałam szczupło, nawet bardzo, ale jednak sylwetka była taka…miękka. Taką sylwetkę przez lata udawało mi się osiągnąć przez liczenie kalorii. Jeśli w przepisie było, że marchewka powinna ważyć 100 g, a moja ważyła 104 g, to tę końcówkę należało odciąć. Niestety dokładne liczenie kalorii tak na mnie wpłynęło, doprowadzając do zaburzeń odżywiania, braku energii i zaniku miesiączki. Jeśli nie chcesz popełnić tych samych błędów, zapraszam Cię na konsultację psychodietetyczną.
Moment przełomu – gdy zdałam sobie sprawę, że to szaleństwo
Bardzo wcześnie wyprowadziłam się z rodzinnego domu i musiałam zacząć sobie radzić samodzielnie. Umiałam ugotować tylko same fit dania, najczęściej opierające się na warzywach. Rzadko kiedy pojawiało się w nich mięso czy inne źródła białka. Z czasem zaczęły się pojawiać przypadkowe posiłki, jednak nadal słabo zbilansowane. Z powodu problemów zdrowotnych dostałam skierowanie do szpitala, na oddział diabetologiczny, gdzie zostałam przebadana na wszystkie strony. Zarówno hormonalnie, jak i pod kątem cukrzycy. Okazało się, że pomimo szczupłej sylwetki mam również insulinooporność. Dostałam dietę od szpitalnego dietetyka. To był moment, kiedy zaczęłam odpuszczać dokładne ważenie i kontrolowanie wszystkiego, a zaczęłam jeść to, co było w rozpisce. Było to przepaskudne i cały czas chodziłam głodna, więc bardzo szybko wróciłam do własnego gotowania i dalszego liczenia kalorii.
Liczenie kalorii wciągnęło mnie bez opamiętania
Pomimo chęci zmiany nie wyobrażałam sobie jedzenia bez liczenia. Można nawet powiedzieć, że to była obsesja na punkcie kalorii. Z czasem znałam je już na pamięć. Wiedziałam, ile waży i ile kalorii mają konkretne składniki, z których przygotowywałam potrawy. Z racji tego, że to był okres, kiedy trenowałam, to musiałam nieco zwiększyć kaloryczność potraw. Zależało mi na osiąganiu lepszych wyników sportowych, więc był to kolejny moment, aby wyjść z kultury diet. Jednak nie do końca mi się to udało. Z jednej strony potrzebowałam być silna, szybka i mocna kondycyjnie, a z drugiej nadal chciałam być mega szczupła. Nie chciałam mieć zarysowanych mięśni, ani atletycznej sylwetki. Marzyłam, aby wyglądać, jak modelka z lat dziewięćdziesiątych.
Decyzja o zmianie – strach przed nieznanym
Nie powiem Ci, jak przestać liczyć kalorie, bo to nie da się łatwo wytłumaczyć To proces, który w wielu przypadkach trwa latami, a uwolnienie się od tego jest najbardziej wyzwalającym uczuciem. Jednak zapewne tak, jak ja, dojdziesz do momentu, kiedy ta obsesja na punkcie kalorii będzie odpuszczać. Może to być wyjazd na urlop, choroba, a także ogromna ilość obowiązków, które będą zajmować Twoją głowę. U mnie były to dwa kierunki studiów i praca na etacie. Nie miałam czasu na skrupulatne liczenie, bo moje dni były wypełnione nauką lub obowiązkami zawodowymi. Bałam się, że przytyję, mniej trenowałam, wszystko było nowe. Wyobraź sobie, że nic takiego się nie stało. Pamiętałam, ile co ma kalorii, dlatego łatwiej mi było kontrolować to, co jem. Poza tym jadłam te same posiłki cyklicznie, więc przez wszystkie lata nauczyłam się ich na pamięć.
Pierwsze tygodnie bez liczenia – chaos i rewolucja umysłu
Pierwsze tygodnie były trudne. Panował chaos, często chciałam wrócić do liczenia kalorii, ale coraz mniej chciało mi się to robić. Często łapałam się na tym, że gotuję posiłek i zastanawiam się, jaką ma on kaloryczność. Z czasem jednak i to przestawałam robić. Zaczęłam również jeść inne rzeczy. Stopniowo rozszerzałam swoją dietę o nowości. W wyniku złej diagnozy przez 8 lat nie jadłam glutenu, więc musiałam się nauczyć komponować całkiem nowe posiłki. Nie miałam czasu na liczenie kcal i zaczęłam polegać na sobie, głodzie i sytości. Jeśli nie byłam najedzona po jajecznicy i bułce, to zjadałam dodatkowy posiłek, bo widocznie mój organizm tego potrzebował. Moja masa ciała się nie zmieniała, więc uznałam, że zaufam sobie w kwestii jedzenia.
Co się zmieniło, gdy przestałam liczyć kalorie?
Intuicyjne jedzenie zamiast liczenia kalorii było moim wybawieniem. Dla osoby, która wcześniej cierpiała na zaburzenia odżywiania, było to uzdrawiające. Jadłam, co chciałam, a że nigdy nie byłam wielką fanką niezdrowej kuchni, to nic złego się nie działo z moją sylwetką. Zaakceptowałam to, że mogą przytyć 3 kg, a potem schudnąć 4 kg. Czułam, że mam w końcu kontrolę nad swoją dietą, wyglądem i samopoczuciem. Po latach diet, obsesji na punkcie kalorii, jedzenia samych zdrowych produktów, w końcu zaczęłam być bardziej świadoma i zadowolona z siebie. Pozwalałam sobie na rzeczy, które wcześniej były moim marzeniem. Chodziłam na bezglutenową pizzę, jadłam makaron, włączyłam też do diety mięso, którego wcześniej unikałam. Kiedy przestałam się ograniczać, a zaczęłam jeść zgodnie ze sobą i swoim rytmem, jedzenie przestało dominować nad moim życiem, a stało się jego uzupełnieniem.
Najtrudniejsze momenty – powrót obsesji i społeczna presja
Niestety bycie sobą, posiadanie własnego zdania czy przyzwyczajeń, często jest wystawiane na ocenę społeczeństwa. Nawet w sytuacjach, kiedy nikt o to nie prosi. Kiedy mocno przytyłam po operacji kolana, która była wynikiem wieloletniego biegania i restrykcyjnej diety, przeszło mi przez myśl, że czas powrócić do liczenia kalorii, aby wrócić do swojej dawnej sylwetki. To były już inne czasy. W smartfonie można było mieć aplikację, która w kilka chwil sumowała spożyte kalorie. Byłam zdziwiona, że jem dużo poniżej mojego zapotrzebowania i nie chudnę, a tyję. Wyobraź sobie moją frustrację. Lata trzymałam podobną masę ciała, a teraz nagle coś poszło nie tak i mam nadwagę. Nie chciałam do siebie dopuścić myśli, że po operacji nie mam żadnego ruchu. Przez pół roku, bo tyle czasu trwała moja rehabilitacja i powrót do pełnej sprawności. Przez ten czas przytyłam 18 kg, które wydawały mi się nierealne do zrzucenia. Chciałam szybko się ich pozbyć, stosując głodówki. Oczywiście rozregulowało to moją gospodarkę hormonalną, zaczęły mi wypadać włosy, a także byłam cały czas zmęczona. Oczywiście nic nie schudłam, a jak schudłam, to znowu przytyłam.
Czego mi trzeba było? Wyjścia z kultury diet i posłuchania swojego organizmu. Zadbania o to, co jem, a także aktywność, sen, nawodnienie i zmniejszenie stresu. Bardzo ważne było odpuszczenie obsesji na punkcie kalorii i jedzenie zgodnie z sobą. Wydawało mi się, że jem mega dużo, a kilogramy zaczęły spadać. Odzyskałam sprawczość, motywację i satysfakcję. Teraz kiedy to piszę, ponownie jestem w procesie redukcji. Tym razem z pełną świadomością. Jako psychodietetyk wiem też, co jest ważne podczas odchudzania. Chcę zrzucić jeszcze 6 kg. Bez presji, bez liczenia kalorii, bez restrykcji. Mam nadzieję, że ponownie mi się to uda.
Podsumowanie – moja droga do wolności i przesłanie do Ciebie
Wiem, jak trudno jest odpuścić. Często sprawia to wrażenie oddania kontroli, jednak rezygnacja z liczenia kalorii może być tym, czego właśnie potrzebujesz. Nie jest to rozwiązanie dla każdego, bo łatwo się w tym zgubić, jednak jeśli masz za sobą liczne diety, masz podstawową wiedzę na temat dietetyki i umiesz rozpoznawać sygnały ze swojego organizmu, to jedzenie intuicyjne może być brakującym elementem Twojego procesu odchudzania.
Najczęstsze pytania (FAQ)
Czy liczenie kalorii jest konieczne, żeby schudnąć?
Czy liczenie kalorii może prowadzić do obsesji?
Kiedy liczenie kalorii może być pomocne?
Jak przestać liczyć kalorie?
Czy jedzenie intuicyjne działa bez liczenia kalorii?
Skąd wiem, że liczenie kalorii zaczyna mi szkodzić?
Czy można schudnąć bez restrykcyjnej kontroli kalorii?
Zobacz inne wpisy
Newsletter
Zapisz się do newslettera i odbierz darmowy e-book “10 sposobów na lepszą sylwetkę”
Bądźmy w kontakcie!
Jeśli masz pytania, śmiało skonataktuj się ze mną!





